|
Jak wiadomo klub The Fiat And The Furious zrzesza miłośników starych fiatów. Zdecydowana większość klubowych samochodów to samochody przygotowane do ścigania. Specjalnie dla Was historią budowy swojej zabawki postanowił się podzielić nasz klubowy kolega Szymon (130TC). Życzymy przyjemnej lektury.
Historia tego autka zaczęła się pewnego zimowego wieczoru, gdy przeglądając jeden z rajdowych portali internetowych znalazłem ogłoszenie o treści: „Fiat 126p z klatką – goła karoseria”. Nie zastanawiając się długo udałem się do Bielska, by zobaczyć to „cacko”. Po przybyciu na miejsce ujrzałem piękną, zdrową i wypiaskowaną wewnątrz i od spodu budę. Rocznik 1981, nie używany dotąd w sporcie. Klatka była świeżo co włożona, wykonana wg załącznika „J”. Sprzedający przygotowywał auto do wyścigów górskich, lecz z ważnych dla siebie powodów musiał zakończyć rozpoczęty projekt i sprzedać auto. Natychmiast wręczyłem sprzedającemu zaliczkę i zacząłem wykonywać setki telefonów celem zorganizowania lawety do przewiezienia zabawki. Z pomocą przyszedł Kaza – jeden z klubowiczów i dokładnie 8 lutego 2008 roku maluch znalazł się w moim garażu gdzie rozpoczęła się żmudna i mozolna robota, która przynosi obecnie bardzo zadowalające efekty.  Całość prac musiałem rozpocząć od zabezpieczenia wypiaskowanych elementów, a także klatki bezpieczeństwa przed korozją. Była to wręcz walka z czasem gdyż auto stało „nietknięte” ok. tygodnia po piaskowaniu i miało za sobą podróż w deszczu i śniegu na lawecie ok. 60km z Bielska do Jaworzna. Po tym zabiegu zabrałem się za ranty błotników – chciałem mieć je wykonane dokładnie tak, jak w słynnych „szwajcarskich” maluchach grupy 2, oferowanych na stronie internetowej producenta za niebagatelne kwoty. No więc do dzieła! Młotek zwykły, młotek gumowy, szczypce samozaciskowe i zagniatamy wewnętrzny rant do środa a resztę klepiemy na zewnątrz. Niestety przy obróbce przednich błotników znalazłem na nich dość duże pokłady szpachli, co było nie do przyjęcia. Auto pojechało więc do blacharza a ja z pomocą kolejnego klubowicza – Pavlusa, zdobyłem dla niego dwa nowe błotniki. Przy okazji blacharz wymienił też tylne wewnętrzne nadkole, bo piaskarka je dość mocno nadwyrężyła. Do wymiany poszły również przednie zewnętrzne nadkola, gdyż oryginalnie samochód miał wąskie błotniki, które zostały wymieniane na model z FL-a. Następnym etapem prac była lekka kuracja odchudzająca samochodu. Zbędne blachy zostały wycięte, a pozostałe ponawiercane otwornicą. Charakterystyczne wygięcie środkowego tunelu (w tylnej jego części), zostało przerobione by w przyszłości było więcej miejsca na zamocowanie fotela pilota. Niestety koncepcja zbudowania mega lekkiego malucha trochę się zmieniła od momentu wprowadzenia podczas badań kontrolnych restrykcji dotyczących nadmiernego odchudzania elementów nadwozia, w wyniku czego obie laminatowe maski, a także poodchudzane drzwi musiały powędrować w głąb garażu w oczekiwaniu na lepsze czasy. Kolejną, lwią część pracy nad maluszkiem wykonał klubowy kolega Pomarańcz. Prosząc go o „obspawanie” nadwozia nie myślałem, że Marek tak gorliwie się tym zajmie. Obspawane jest praktycznie każde łączenie blach w całym samochodzie. Teraz, po kilku startach Fiacikiem przekonałem się, że było warto. Auto super się prowadzi, nie czuć jakiejkolwiek pracy nadwozia w czasie pokonywania zakrętów. Marek odwalił naprawdę kawał solidnej roboty.
Po delikatnym szpachlowaniu przyszedł czas na matowienie nadwozia i ogólne przygotowanie samochodu pod lakier. W międzyczasie pomalowałem spód białym chlorokauczukiem. UWAGA. Używajcie chlorokauczuku w wentylowanych pomieszczeniach – inaczej nabawicie się kilku przykrych dolegliwości łącznie z niespodziewanymi krwotokami z nosa. Z biegiem czasu powiększał się dylemat odnośnie koloru auta. Sugestii było wiele – malować tak, jak poprzedniego malca, malować na biało, czerwono lub… różowo. Wygrała opcja biała – bo najtańsza. Lakiernikiem okazał się kolejny klubowicz – Mar. Gdy przyjechałem do Marcina odebrać malca, okazało się że jest tak biały, że w słońcu nie można było na niego patrzeć! Szybki transport do Jaworzna i czas zacząć składać przysłowiowe „puzzle” bo czas nagli – minął już ponad rok. Na horyzoncie pojawił się konkretny termin – 22 maj – coroczny zlot klubowy. Największym problemem był silnik i skrzynia. Skrzyni biegów w ogóle nie miałem, a silnik leżał na półce w częściach. W tym pomógł mi MikeVTI (nie pierwszy już raz). Pożyczył mi jakiś mocno „porzeźbiony” motor i krótką skrzynkę. Zaczęła się również nerwowa bieganina po sklepach za częściami, których w magazynach coraz mniej. Do zlotu był tydzień, a w aucie nie było zrobione dosłownie nic. Zaczęło się od zawieszenia i hamulców. Resor został sklepany i dołożone zostało jedno pióro, sprężyny tylnego zawieszenia ucięte o ¾ zwoja, jak się później okazało – za mało i konieczne było docięcie. Do tyłu poszły Bilsteiny, a na przód tylne, seryjne KYB – to jeszcze pozostałość po mojej starej rajdówce. Hamulce są seryjne, jednak wszystkie części w układzie hamulcowym są nowe, co daje bardzo dobrą wydajność. Ręczny również jest tradycyjny i co najważniejsze skuteczny. Myślałem nad zastosowaniem hydrauliki, ale odstraszyła mnie wizja bojów i zawiłości podczas badań kontrolnych przed zawodami. Do auta trafił tzw. „szybki skręt”, a także praktycznie niezbędne przy takim rozwiązaniu podcięte zwrotnice. Parę dni później pojawiły się jeszcze szpilki kół, 20mm dystanse i zawieszenie było gotowe. Instalacja elektryczna również przeszła gruntowny przegląd. Wszystko co zbędne zostało usunięte. Stare, połamane i poprzecierane kable wymienione, końcówki oprawione na nowo. Podpięty został także profesjonalny, 6-punktowy wyłącznik prądu. Do środka trafiły fotele kubełkowe i trzycalowe pasy bezpieczeństwa – standard w takim samochodzie. Deska rozdzielcza wyłożona czarnym zamszem, na którym znajduje się karbonowy panel z niezbędnymi przełącznikami i wskaźnikiem paliwa. W miejscu prędkościomierza, w tzw. „kapliczce” umieściłem obrotomierz. Wszystkie szyby (oprócz przedniej) zostały zastąpione poliwęglanem – rozwiązanie bardzo uciążliwe w upalne dni. 
Mimo usilnych starań nie udało się uruchomić samochodu do zlotu (powiedzmy, że był poskładany w 80%). Można więc było już na spokojnie dopracować wszystkie niedoróbki i zacząć myśleć nad zespołem napędowym. Od MateuszaC udało się kupić skrzynię biegów. Przekładnia posiada krótkie przełożenia III i IV biegu. Zacząłem też powoli kompletować części do budowy silnika, ale na forum znalazłem ogłoszenie użytkownika 77rally. Sprzedawał on silnik ze swojej nieistniejącej już rajdówki. Wałek 555 inż. Kałuży, głowica splanowana ok. 4-5mm, stoczone koło zamachowe itp. Cena była atrakcyjna, więc postanowiłem go przygarnąć. Już po pierwszych testach było widać, że silnik ze skrzynią współgrają całkiem nieźle. Do silnika dokupiłem tylko nowy dolot i pomalowałem oblachowania, by zyskał trochę na atrakcyjności. Gaźnik jest oczywiście seryjny - maluchowski, jednak poddany delikatnym modyfikacjom. Samochód po raz pierwszy na drogę wyjechał dokładnie 1 sierpnia 2009 roku. A była to nie byle jaka okazja – ślub klubowego kolegi - Qbary! Po kilku testach przyszedł w końcu czas na pierwszy start. Rajdowy debiut nastąpił 13 września w Dąbrowie Górniczej. Gdyby nie wykluczenia za przedwczesny wyjazd z parku zamkniętego byłoby 4 miejsce w klasie mimo awarii zabieraka na ostatniej próbie rajdu. Wynik był dla mnie zadowalający, a co najważniejsze jazda tym samochodem sprawiała mi ogromną frajdę. Tak naprawdę jednak, prawdziwy chrzest bojowy, maluch przeszedł 11 listopada, gdy podczas treningu wypadłem poza drogę i położyłem go na boku. Na szczęście skończyło się tylko na roztrzaskanym lusterku i lekko wgniecionych drzwiach. Szybka naprawa i trzeba startować w kolejnym rajdzie. Życie toczy się dalej! Chciałbym w tym miejscu bardzo podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do powstania tego samochodu, a którzy nie zostali wymienieni w tekście powyżej. Mam tu na myśli przede wszystkim mojego brata za niezbędne w niektórych momentach wsparcie finansowe, kuzyna za kilka zarwanych garażowych nocy, całą ekipę „dziuplową” czyli Dawida, Remusa, Kamila i Piodra, a także wiele innych osób, których nie sposób byłoby tu wymienić. Dziękuję:) |